top of page

Wielki plan na drugą połowę dekady. Przywracanie starych tras kolejowych na Dolnym Śląsku

  • Zdjęcie autora: redakcja
    redakcja
  • 5 dni temu
  • 3 minut(y) czytania

Dolny Śląsk wraca na tory i to dosłownie. Samorząd województwa ogłosił program, którego sednem jest rewitalizacja nieczynnych linii kolejowych oraz przywracanie na nich regularnych połączeń. Nie mówimy tu o kosmetyce ani o pojedynczych symbolicznych kursach, tylko o długofalowym, rozpisanym na lata planie infrastrukturalnym, który ma zmienić dostępność transportową wielu miejscowości w regionie.

Zgodnie z zapowiedziami, program „Dolny Śląsk na dobrych torach” zakłada, że do 2029 roku odnowionych zostanie 300 z 348 km tras kolejowych będących w zarządzie samorządu województwa. Za prowadzenie tych inwestycji odpowiada Dolnośląska Służba Dróg i Kolei. Skala jest duża nie tylko na papierze. Do zrealizowania pozostaje jeszcze ponad 220 km do odnowienia i modernizacji, a całkowity koszt przedsięwzięcia może sięgnąć kilku miliardów złotych, przy czym część środków ma pochodzić z KPO oraz z Funduszy Europejskich dla Dolnego Śląska.


Dlaczego „przywracanie linii” to coś więcej niż remont torów


W debacie publicznej często miesza się dwie rzeczy: remont infrastruktury oraz faktyczny powrót kolei do codziennego życia mieszkańców. Rewitalizacja linii kolejowej jest warunkiem koniecznym, ale sama w sobie nie gwarantuje sukcesu. Dopiero wtedy, gdy po remoncie pojawia się regularna, sensownie ułożona oferta przewozowa, linia zaczyna spełniać swoją funkcję: staje się realną alternatywą dla samochodu i przestaje być „ciekawostką” dla pasjonatów.

To ważne zwłaszcza na Dolnym Śląsku, gdzie geografia i układ osadniczy sprzyjają kolejom regionalnym. Wiele mniejszych miejscowości ma historycznie dobrze poprowadzone korytarze kolejowe, ale przez lata brakowało inwestycji albo nie było pieniędzy na ich utrzymanie. Teraz ten trend ma się odwrócić, a program ma wprost opierać się na dwóch filarach: odtworzeniu sprawnej infrastruktury oraz przywróceniu połączeń.


Kto prowadzi program i skąd ma się wziąć finansowanie


Dużą rolę odgrywa tu DSDiK, jako duży duży, doświadczony zarządca infrastruktury w polskich realiach. Ma to znaczenie praktyczne, bo przy projektach rozproszonych po całym regionie kluczowe jest konsekwentne prowadzenie przetargów, nadzoru, dokumentacji i etapowania robót, a nie jednorazowe „zrywy”.

Równolegle padają konkretne informacje o kosztach i źródłach finansowania. Skala „kilku miliardów złotych” nie jest zaskoczeniem przy dzisiejszych cenach materiałów, robót i urządzeń sterowania ruchem, natomiast istotne jest, że wprost wskazano kierunki finansowania: KPO oraz FED. To sygnał, że nie jest to wyłącznie plan „z budżetu województwa”, tylko projekt osadzony w szerszej logice inwestycji publicznych w Polsce.


Jakie linie mają wrócić i co to oznacza dla mieszkańców


Wśród wspominanych odcinków pojawiają się m.in. linia Kobierzyce–Łagiewniki oraz Strzegom–Bolków–Marciszów. Tego typu kierunki są istotne nie tylko turystycznie. Dla wielu mieszkańców to potencjalnie krótszy i stabilniejszy czas dojazdu do węzłów przesiadkowych, a w konsekwencji do większych miast regionu.

Do tej pory DSDiK miała zmodernizować 78 km torów, co pokazuje kontekst dotychczasowych prac. a teraz ma dojść do poziomu kilkuset kilometrów w perspektywie kilku lat. To tłumaczy, dlaczego program jest przedstawiany jako ambitny i dlaczego jego realizacja będzie miała wpływ na to, jak będzie wyglądać mobilność w regionie w drugiej połowie dekady.


Stacje kolejowe też wracają do gry, nawet jeśli mniej się o tym mówi

Choć nagłówki zwykle mówią o „liniach”, to w praktyce przywracanie kolei oznacza też powrót do znaczenia lokalnych stacji i przystanków. Bez nich linia nie spełnia funkcji społecznej. Z punktu widzenia mieszkańca kluczowe są rzeczy proste: czy można dojść na peron bezpiecznie, czy jest oświetlenie, czy przystanek jest w sensownym miejscu, czy rozkład jazdy działa „pod życie”, a nie tylko „żeby coś jeździło”.

Dlatego program rewitalizacji warto czytać jako projekt szerszy niż same tory. To de facto odzyskiwanie dostępności transportowej dla miejscowości, które przez lata traciły połączenia publiczne, a w efekcie rosła presja na drogi i koszty dojazdów.


Co będzie miernikiem sukcesu do 2029 roku?

Najważniejszym testem tego programu nie będzie sama liczba zrewitalizowanych kilometrów. Prawdziwy sukces zaczyna się wtedy, gdy po wyremontowanej linii jeżdżą pociągi w takim rytmie, żeby dało się na nich polegać: do pracy, do szkoły, do lekarza, na zakupy i na weekend. Jeśli do tego dojdzie dobra integracja z autobusami i węzłami przesiadkowymi, Dolny Śląsk może w ciągu kilku lat odzyskać coś, co w regionach europejskich jest standardem: kolej jako naturalny kręgosłup transportu.


Na razie program jest opisany konkretnie: jest cel, jest termin, jest skala i są wskazane źródła finansowania. Teraz najważniejsze będzie konsekwentne dowiezienie tego planu w praktyce: od dokumentacji, przez przetargi, po ofertę przewozową, która sprawi, że reaktywowane linie będą nie tylko „odnowione”, ale przede wszystkim używane.

Komentarze


bottom of page